MOJA HISTORIA

Byłam kiedyś poszukiwaczką wewnętrznej siły.

Od dziecka bawiłam się w pokonywanie samej siebie i stawianie wyzwań. Pamiętam, jak mając 10 lat, padłam na miękki, złocisty nadmorski piasek wycieńczona i szczęśliwa! Świat wirował wokół mnie, fale rozbijały się o brzeg, a ja właśnie przebiegłam 5 km! W głowie cały czas słyszałam słowa mojego taty: „rób to, co kochasz”. Trenowałam koszykówkę, judo i lekkoatletykę, a w wolnych chwilach jeździłam na swoim niebieskim Wigry 3. Chciałam odkrywać granice swojej wytrzymałości, badać, gdzie jest ich koniec. Gdybym wtedy wiedziała…

Jako młoda dziewczyna byłam przekonana, że pójdę przez życie swoją własną ścieżką i żadną inną. Moje ogromne poczucie wolności i indywidualizmu wyznaczały mi trasę. Jednak… Nie dostałam się na upragnioną psychologię. Mój wybór padł na zarządzanie i marketing o specjalizacji zarządzanie potencjałem ludzkim. Szybko poczułam, że zmierzam w dobrym kierunku. Odkąd pamiętam z ogromną ciekawością i uważnością przyglądałam się wszystkim i wszystkiemu dookoła.

Moją wielką pasją stało się zrozumienie mechanizmów rządzących człowiekiem, jego wewnętrznego świata.

Jakże ja cieszyłam się z narodzin córki. Gdy miała 4 miesiące zauważyłam, że bardzo mocno pochylała się nad książeczką, tak jakby chciała zobaczyć, co w niej jest. To nie dawało mi spokoju. Coraz baczniej zaczęłam się przyglądać, jak się bawi, po jakim czasie dotyka mojej twarzy, jak reaguje na zmianę światła… Moje przypuszczenia okazały się prawdziwe. Badania jedno po drugim niezmiennie i bezlitośnie wykazywały, że ma bardzo poważny problem ze wzrokiem. Czułam wtedy ogromną złość i taki matczyny ból w sercu... Ciągle zadawałam sobie pytania dlaczego i skąd? Marzyłam, że to nieprawda, że to tylko zły sen!

Po wewnętrznej walce zaakceptowałam fakt choroby, poczułam przypływ wewnętrznej siły.

Moja córka mnie potrzebowała i to liczyło się najbardziej! Zaczęłam szukać specjalistów i możliwości leczenia w całej Polsce. Nie mogłam już dłużej czekać. Wiedziałam, że przede mną bardzo długa droga, do której potrzebuję skrupulatnie się przygotować. Ten przełomowy moment spowodował moją przemianę. Świadomie zeszłam z obranej drogi zawodowej i podporządkowałam się w imię wyższego celu. Marzyłam o kontynuowaniu nauki…

Ostatecznie zrezygnowałam, a zaczęłam pracować w różnych korporacjach z branży odzieżowej jako store manager, ze względu na bardzo elastyczny czas pracy i stabilność finansową. Później jako trener szkoliłam inne kierowniczki, aby skutecznie budowały swoje zespoły począwszy od rekrutacji, rozwijania umiejętności sprzedażowych, po coaching i okresowe oceny pracowników. Przez 9 lat odnosiłam sukcesy. Po pracy każdą wolną chwilę spędzałam z córką, całkowicie rezygnując ze swoich pasji, gdyż doba nie jest z gumy i trwa tylko 24 godziny! Robiłam wszystko, aby mimo tak dużej dysfunkcji wyposażyć ją w siłę i wiarę we własne możliwości.

W pewnym momencie poziom stresu oraz wyczerpania ciągłą walką o lepsze jutro dla mojej córki sięgnął zenitu. Czy właśnie odkryłam granicę swojej wytrzymałości, której kiedyś tak szukałam? – myślałam z goryczą.

Moja wewnętrzna siła i wiara we własną skuteczność były totalnie nadszarpnięte.

Czułam bezsilność, nie wiedziałam, jak pogodzić wszystkie swoje role życiowe. Gdzieś w środku intuicyjnie czułam, że to jest tylko kolejna próba. Powoli dojrzewała we mnie decyzja zmiany, aby powrócić do tego za czym tęskniłam i pragnęłam. Na szczęście marzenia z młodości były we mnie nadal żywe! To nie było łatwe… Zaproponowano mi awans, a ja zrozumiałam, że nie chcę tego. Przecież od zawsze chciałam być sobie sterem, żeglarzem i okrętem.

Zdecydowałam o odejściu z korporacji. Poczułam ogromną lekkość i ekscytację. Widziałam, że przede mną całkowicie nowy rozdział w życiu. Mimo naturalnego strachu miałam w sobie tę pewność, że dobrego momentu na zmianę – nigdy nie będzie, a najważniejsze to spróbować i przekonać się osobiście. Tak zakiełkowała we mnie nadzieja na odzyskanie moich dziecięcych marzeń. Zaczęłam je krok po kroczku wdrażać i czułam, że idzie ku dobremu!

Wtedy niespodziewanie zadzwonił telefon.

Odebrałam i …nagle przyszło mi się zmierzyć z jeszcze większą próbą, próbą ratowania życia, a która później przygniotła mnie ciężarem nieoczekiwanej śmierci mojego taty. Myślałam, że ktoś tu przesadził, zadrwił ze mnie, przecież ja już wyczerpałam swój limit! Czułam, że moja odporność jest na granicy. Przenikał mnie ogromny ból i bezsilność, a zarazem wiedziałam, że muszę dalej działać i wspierać tych, których kocham całym sercem. Kolejny raz los rzucił mi wyzwanie i dał okazję do zbadania swojej wytrzymałości.

Poczułam, że potrzebuję w pełni integralnie zadbać o siebie. Odcięłam się od wszystkiego, co mnie ograniczało. Świadomie zrezygnowałam z niepotrzebnych kontaktów, zmieniłam swój rytm dnia – całkowicie zwolniłam. Powróciłam do medytacji, aktywności fizycznej. Dałam sobie czas i przestrzeń, aby moje emocje wybrzmiały. Korzystając ze swojej wiedzy oraz doświadczenia, z ogromną życzliwością i dystansem zaczęłam przyglądać się sobie. Najpierw z pomocą certyfikowanego coacha, a później samodzielnie odkrywałam, co jest dla mnie ważne i po co robię, to co robię.

Powróciłam do swojej ukochanej jazdy na rowerze, bo czując wiatr na twarzy i we włosach pozbywałam się bólu i poczucia straty. Za to z każdym kolejnym kilometrem wiedziałam czego pragnę. Przejeżdżając rowerem część wybrzeża poczułam się w końcu sobą, zobaczyłam na nowo, kim jestem.

Ponownie odkryłam swoje naturalne talenty i poczułam silną potrzebę dzielenia się z kobietami całym tym wachlarzem piękna, prawdy która jest w Nas. Wrażliwością, akceptacją, wiarą we własne możliwości, w poszukiwanie rozwiązań, nawet tam, gdzie na pierwszy rzut oka ich nie ma, oraz odwagą do życia w zgodzie ze sobą, odkrywając jasną stronę trudności, wyzwań i kryzysów.

W końcu zrozumiałam, po co tak chętnie przekraczałam swoje granice.

Doszłam do wniosku, że życie jest zbyt krótkie i pełne zaskakujących wydarzeń, na które często nie mamy wpływu! To, co nam pozostaje, to wybór nastawienia, przejęcie odpowiedzialności za własne decyzje wraz z konsekwencjami. A także odkrycie głębszego sensu własnych doświadczeń, aby móc w pełni realizować siebie i dawać światu to, co w nas jest najlepsze. Znalazłam odpowiedzi i zauważyłam zmiany, jakie one spowodowały we mnie. Zobaczyłam, jakie korzyści z tego płyną dla innych.

Znów jestem coachem. Nauczyłam się też, jak być coachem kryzysowym.

Jestem poszukiwaczką wewnętrznej siły. Czuję ogromną radość, gdy kobiety odnajdują w sobie ten płomień niczym światło latarni morskiej, prowadzące je z mocą do właściwego portu.

 

 

 

 

Jeśli czytając moją historię poczułaś, że chcesz mi coś powiedzieć lub podzielić się swoją refleksją, to napisz do mnie.

13 + 7 =